buforowanie, Dowody Na Istnienie, Justyna Wicenty
[BUFOROWANIE] Justyna Wicenty, "Kołysanka z huraganem"
Czytam "Kołysankę z huraganem" Justyny Wicenty i myślę, że będziecie ryczeć podczas lektury. Dawka emocji trudnych do przyjęcia.
Czytam "Kołysankę z huraganem" Justyny Wicenty i myślę, że będziecie ryczeć podczas lektury. Dawka emocji trudnych do przyjęcia.
W listach pytacie mnie drodzy Czytajacy jak radze sobie z książkami, kurzem i porządkami. Chciałbym dzis zdradzić wam mój sekret. Gdy już widzę, że pojawia się warstwa kurzu nieznośna, zdejmuje okulary i już nie widzę. Można też stosowac się do porad Mirljuba Todorovicia z tomu "świnia jest najlepszym pływiakiem" w przekładzie Kingi Siewior i Jakuba Kornhausera. Ale nie trzeba.
Przyznawana od 1997 roku Nagroda Literacka Nike ma rangę najważniejszego wyróżnienia w Polsce, a wśród jej zwycięzców są m.in. Olga Tokarczuk, Wiesław Myśliwski czy Mariusz Szczygieł. Kto w tym roku według jury zasłużył na to wyróżnienie? Oto dwadzieścia nominowanych książek.
Jestem dzisiaj osobą szczęśliwą, bo w ciągu roku udało mi się przeczytać zdecydowaną większość z nominowanych książek i choć czasem nie zgadzam się z autorami czy autorkami, to doceniem i szanuję decyzje jury. Każdą z tych książek na pewno warto przeczytać, choćby po to, żeby się z nią pokłócić. Ale w większości wybory...
“Matka w poezji. Od Bogurodzicy do ks. Jana Twardowskiego” - wyobrażam sobie kogoś, kto musi napisać pracę na tak okropny temat. I od razu mu wychodzi, że matka to postać z innego wymiaru. Badacze podejrzewają, że na melodię Bogurodzicy jeszcze przed pojawieniem się tego tekstu, śpiewano pieśń miłosną. To ładne też symbolicznie - matka staje się w efekcie miłości. W świecie idealnym. W tym mniej idealnym matki poetów wypełniają tomy wierszy, a ja z uporem maniaka wracam do Tkaczyszyna-Dyckiego, który z uporem sobie właściwym o matce napisał tyle, że moglibyśmy jej biografię...
[1 rocznica Zdaniem Szota] Dobry wieczór Państwu, mija dzisiaj roczek temu miejscu! Zaczęliśmy go wierszem Grochowiaka, a potem jakoś tak poszło. Bardzo się cieszę z tego, że po wyjściu z poprzedniego miejsca, w którym publikowałem, odnaleźliśmy się w internecie na tym profilu. Jest was już ponad 16 tysięcy, w co trudno mi wręcz uwierzyć! Dziękuję za tysiące komentarzy, setki interakcji, wiadomości, nadesłanych książek i zasadniczo chyba pewne zaufanie, które do siebie mamy. Wzajemne, bo ja nie widzę tej relacji jednostronnie, ufam też Państwu, że czasem, gdy chcę napisać coś...
Wstyd. To po prostu wstyd dla wydawnictwa, że wypuszcza książki tak beznadziejnie zredagowane, w których korekta chodzi po górach albo przesypia czas pracy, bo ciężko uznać, że książkę Katarzyny Puzyńskiej, “Policjanci w boju” ktoś w ogóle redagował lub że robiła to osoba, która kiedykolwiek przygotowywała do druku ostateczną wersję wywiadu. To, co przeczytałem w książce wydanej przez mojego byłego pracodawcę (od razu zaznaczę), jest przykładem porażającej wręcz nonszalancji redaktorskiej, która nigdy nie powinna mieć miejsca. Od strony redaktorskiego opracowania są to wywiady na...
Lech Janerka dla Państwa na zaśnięcie.
Nie, jeszcze nie skończyłem, czytam na dobranoc po trzy-cztery rozdziały, a że są one krótkie, to lektura “Kraboszków” Barbary Piórkowskiej trochę mi zajmie. Mimo to już chciałbym was zachęcić do ich lektury, bo to proza, która choć opowiada o czymś, co u nas ostatnio często jest tematem literatury - popatrzmy choćby na “Zdrój” Klickiej - czyli relacja pacjentka-lekarz i cały system opieki zdrowotnej, to Piórkowskiej dzięki oniryczności, wprowadzania elementów fantasy, czy postaci jak z filmów Tima Burtona udało się napisać coś niezwykle pięknego i wciągającego. Jest tu ironia i...
Dużo teraz lektur, ale stwierdziłem, że Sontag na liście lektur w pandemię powinna się znaleźć. Póki co koronawirus i COVID-19 są używane do pogłębiania europocentrycznego i rasistowskiego dyskursu, ale pewnie niedługo znajdziemy też inne jego zastosowania nie tylko metaforyczne. Już się boję.
Czas by ktoś to napisał, doszedłem do wniosku, że mogę - jak dobrze, że nie ma warszawskich targów książki! Jaki wspaniały maj mamy dzięki temu, bez nadprodukcji książek. Bez sytuacji, gdzie tysiące złych nowości książkowych sprawia, że wartościowa literatura zginie w ogólnym zamęcie, bez tego corocznego “święta”, na które pracownicy wydawnictw musieli zapierniczać przez kilka miesięcy by jeszcze w ramach “nagrody” postać w weekend na stoisku i uśmiechać się do “ukochanych czytelników”, a w poniedziałek wrócić do biura i rozliczać tę piekielną imprezę. Stałem tam chyba z dziesięć razy...