Myślałam: domagają się prawa bakchantek,
muz, pretensjonalnych mówczyń i dyskutantek.
Ale odsłoniły się przede mną dachy domów
i zobaczyłam udręczone twarze nad parą wrzącego garnka
i napięte ramiona dźwigające codzienne ciężary,
oczy otępiałe ze zmęczenia,
głowy opustoszałe z wszelkiej myśli
albo wypełnione głupstwem bylejakości.
Zobaczyłam młode matki kołyszące rozkrzyczane niemowlęta
w porze przygnębiającego przedświtu,
zobaczyłam moje siostry w uciśnieniu i rozpaczy.
Nie te, które piękne i delikatne jak kwiaty
ciągną za sobą smugę adoracji,
ani te, które obdarzone łutem szczęścia...