Państwowy Instytut Wydawniczy, Gazeta Wyborcza, Alberto Manguel, Instytut Cervantesa w Warszawie
[GAZETA WYBORCZA] "Alberto Manguel: Czytanie nie uchroni nas przed żadną tragedią
Najsłynniejszy czytelnik na świecie? Być może.
Alberto Manguel, autor genialnych esejów o czytaniu i współtwórca legendarnego "Słownika miejsc wyobrażonych" to osoba, która o czytaniu i literaturze wie chyba wszystko.
To rozmówca, który z pamięci i perfekcyjnie cytuje dziesiątki dzieł. Jednocześnie rozmówca, który nie wierzy w to, że czytanie uczy nas mądrości.
***
Wojciech Szot: – Nurtuje mnie pewien problem. Otóż z jednej strony mówimy o tym, że czytanie jest pożądaną praktyką, bo powoduje, że stajemy się mądrzejsi, lepsi, uważniejsi. W domyśle: bardziej demokratyczni…
Alberto Manguel – Kto tak mówi?
WSZ – Wiele osób zajmujących się literaturą. Takie hasła można znaleźć w kampaniach promujących czytelnictwo.
AM – Czytanie daje nam możliwość nauczenia się pewnych rzeczy o przeszłości, zbliżenia się do doświadczeń naszych przodków, ale efektem niekoniecznie jest mądrość. Czytanie nie uchroni nas przed żadną tragedią. Niemcy w pierwszej połowie XX wieku uchodzili za najbardziej kulturalne, oczytane społeczeństwo w Europie.
WSZ – Ale chcemy wierzyć w czytanie.
AM – W Świętego Mikołaja też. Nie ma nic złego w wierze.
Jako gatunek rozwinęliśmy siłę wyobraźni. To jedno z naszych najbardziej zaawansowanych narzędzi, które wykorzystujemy w życiu codziennym. Możemy dzięki temu doświadczać bez konieczności doświadczenia fizycznego. Historia to efekt naszej wyobraźni. Dlatego, choć religie zbudowane są na dogmatach, ich rozwój i codzienna praktyka wiernych opiera się też na mitach, parabolach, fabułach dochodzących do głównej narracji. Do ich powstania potrzebujemy wyobraźni.
Oczywiście literatura może sprawiać, że staniemy się mądrzejsi, będziemy mieli większą wiedzę. Ale czy będziemy umieli użyć tych narzędzi? Przekształcić je w praktykę?
Wierzę w to, że żyjemy w nocy Apokalipsy. Nadchodzi koniec naszego gatunku. Ale – mam taką nadzieję – do jego końca będziemy opowiadać sobie historie.
Pozwól, że opowiem kolejną anegdotę. Jest ostatni dzień życia Sokratesa. Już wypił truciznę. Wtedy przychodzi do niego student. Widzi filozofa grającego na flecie. Jest zdziwiony. „Po co to robisz?", pyta. „Bo chcę się nauczyć grać nową melodię", pada odpowiedź. Student nie rozumie, po co Sokrates to robi, skoro za chwilę umrze. „Jaki z tego pożytek?", pyta. Sokrates odpowiada: „Chcę poznać tę melodię przed śmiercią".
Nawet widząc kres, warto próbować. I my wciąż jesteśmy w momencie, gdy warto próbować.
***
Cała rozmowa w moim miejscu pracy.
Skomentuj posta